Nawet sobie nie zdajesz sprawy, że mój kwiecień zaczął się w połowie miesiąca! Tak mi się jakoś Święta przedłużyły. Marzec zakończyłam w Wielki Czwartek i dopiero teraz wracam do wszelkich aktywności. Prawie dwutygodniowy nieplanowany urlop.

Robię szybkie podsumowanie marca i zaczynam się cieszyć kolejnym miesiącem, który lada moment się skończy!

Ciało

W Szwajcarii nie uraczy się w sklepie takich polskich dobroci jak np. zakwas na żurek, więc gdy tylko dowiedziałam się, że na świątecznym stole zagości biała kiełbasa (której również tu nie ma), postanowiłam podjąć się tego wyzwania i przygotować go sama. Odkładałam to zadanie przez dwa dni, żeby w końcu w ostatnim momencie wsypać mąkę, wlać wodę, zamieszać i odstawić. Koniec. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że zrobienie zakwasu na żurek jest tak banalnie proste, nigdy bym go nie kupiła. Zakwas ten przyczynił się do przygotowania żurku pysznego, jak u babci. Na samą myśl o nim ślinka mi cieknie, bo jadłabym taki dobry żurek przynajmniej raz w tygodniu, gdybym tylko wiedziała, czym zastąpić tę białą kiełbasę…

Kubki smakowe zaspokojone, wiec pora zająć się wyglądem.

Zapuszczam włosy już od dwóch lat i w końcu mogę powiedzieć, że są długie. Tylko co z tego, że są długie, skoro każdego dnia są związane niedbale w kok. Postanowiłam częściej chodzić w rozpuszczonych. Jednak nie było to takie proste przy dzieciach, gdzie co chwilę muszę się schylać, nachylać i obracać, a włosy żyją przy każdym ruchu swoim własnym życiem i zazwyczaj swój żywot kończyły albo w moich oczach, albo w ustach. Nie jest również łatwe chodzić w rozpuszczonych włosach, gdy spadek po ciążowych hormonów powoduje wzmożone wypadanie. Wtedy nawet 5 długich włosów, które odczepią się od głowy, mogą zatkać odpływ w wannie. Nie mówiąc już o stanie przedzawałowym, gdy po czesaniu boisz się spojrzeć w lustro, czy aby na pewno coś jeszcze Ci na głowie zostało. Znalazłam w końcu upięcie, które z jednej strony daje rozpuszczone włosy, a z drugiej trzyma je w ryzach – czyli tzw. kok samuraja. W marcu bardzo często chodziłam w rozpuszczonych włosach <3.

Umysł

W marcu przeczytałam aż 1 książkę, za to wartościową. Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi Dale Carnegie’a i stwierdzam, że to co zostało napisane na początku XX jest nadal bardzo aktualne i nie potrzeba wcale czytać wielu książek o budowaniu dobrych relacji, wystarczy wykuć na pamięć tę jedną.

Poza tym rozpoczęłam kurs grafiki komputerowej i przeszłam ekspresowy kurs Kamili Rowińskiej Kobieta Niezależna, z którego wyciągnęłam między innymi nowy podział obowiązków w domu, informacje jak zadbać o domowe finanse, oraz zmotywowałam się, żeby w końcu przeczytać Finansowego Ninje Michała Szafrańskiego.  

Dusza

Pewnego dnia zachciało mi się wylać trochę łez wzruszenia. Z polecenia dorwałam Cudownego chłopaka. Łzy lały się strumieniami. Piękny film, poruszający wiele aspektów problemów rodzinnych. Chętnie do niego jeszcze kiedyś wrócę, gdy najdzie mnie ponownie ochota na wzruszenia.

Prawdopodobnie pierwszy raz przeżyłam Święta Wielkanocne tak świadomie. To wszystko zasługa księdza Adama Szustaka, który w końcu łopatologicznie wytłumaczył mi wszystkie aspekty trwających świąt. Oczywiście nie tłumaczył mi tego osobiście, bo z jego religijnych pogadanek korzystają tysiące osób na youtubie, ale zrobił to tak, że pierwszy raz oglądałam Pasję Gibsona, nie roniąc ani jednej łzy. Tak w ogóle to ks. Adam często gości u mnie podczas śniadań. Lubimy wspólnie rozpocząć dobry dzień.


Takie małe szybkie podsumowanko, który mogę zamknąć w słowach, że kolejny cudowny miesiąc za mną.

A Ty, co zrobiłaś dla Twojego ciała, umysłu i duszy w marcu?