Ostatni miesiąc z jednej strony był ekscytujący, bo pierwszy raz udostępniłam swoją grafikę, a z drugiej pojawił się moment zwątpienia, czy aby na pewno uda mi się osiągnąć cel. 

Pod koniec czerwca udostępniłam na blogu tapety z narysowaną przeze mnie grafiką. Emocje buzowały przeskakując od radości po strach, od zachwytu po wstyd. Jeszcze parę godzin przed publikacją rysowałam praktycznie od nowa te palmy! W końcu tapety zostały udostępnione i poszły w świat. Świat mnie nie zdeptał, nie skrytykował, ale też nie opiewał uznaniem. Przeszło bez echa.
Takiej reakcji w sumie się spodziewałam.

Zwątpienie

Wizja, która powstaje w mojej głowie zanim wezmę pióro do ręki jest cudowna. Widzę przyszłą pracę w najdrobniejszych szczegółach. Po czym biorę do ręki narzędzie i po wykonaniu pierwszych kresek już wiem, że muszę się pogodzić z powalającą już na tym etapie rozbieżnością pomiędzy marzeniami, a efektem jaki właśnie się klaruje.
Gdy praca jest już skończona, nijak się ma do tej wcześniejszej cudownej wizji.

W tamtym czasie powstało kilka prac i z każdą kolejną widziałam niedociągnięcia tej poprzedniej. Spowodowało to, że pojawiły się w mojej głowie wątpliwości, o to czy kiedykolwiek osiągnę zadowalający mnie poziom.
Pojawiające się zniechęcenie byłam wstanie pokonać tylko poprzez rysowanie. W końcu po wielu przerysowanych godzinach mimowolnie nauczyłam obsługiwać się piórko z tabletu. Nagle zaczęłam się nim posługiwać z wyczuciem i używać różnych jego możliwości (m.in. różnych czułości nacisku).  Nawet kreski zaczynały być bardziej proste niż wcześniej.
Zwątpienie oparte na kiepskich umiejętnościach pokonuję żmudnymi ćwiczeniami.
Zwątpienie, które zrodziło się na porównywaniu do innych było trudniejsze do pokonania. Postanowiłam przez jakiś czas nie oglądać prac innych twórców, bo działa to na mnie totalnie demotywująco, ponieważ z tyłu głowy ciągle rodzi się pytanie kiedy (albo czy w ogóle) dogonię te osoby pod względem umiejętności.

Mogłam to zrobić lepiej

Codzienna praktyka.

Nie da się ukryć, że nie rysuję codziennie, chociaż wiem, że powinnam, jeżeli mój progres ma być zauważalny. Powinnam codziennie postawić kilka kresek, ale nie zawsze mam siłę wyciągnąć tablet. I tu pojawia się kolejny punkt.

Próbowanie różnych technik.

Rysuję głównie na tablecie. W ciągu ostatniego czasu tylko kilka razy miałam w ręce inne narzędzie niż tabletowe piórko.

Pogłębianie wiedzy.

Pogłębianie wiedzy jest dość pobieżne. Głównie są to tutoriale na YouTube, rzadziej jakieś artykuły. Zauważyłam, że wybieram głównie te łatwe tematy, które już liznęłam. Boję się za to tego, czego zupełnie nie rozumiem i zupełnie nie znam. Na razie tylko zapisuję linki, w które kiedyś zajrzę.

Nie porównywać się.

Staram się sobie nie umniejszać, ale widzę co tworzę i pomijając to, że odbiega to od mojej wizji, to sama dostrzegam swoje niedosięgnięcia. Staram się jednak pamiętać, że jestem wyjątkowa w tym co robię i przecież dopiero się uczę, więc nie muszę tworzyć od razu arcydzieł 😉 Po prostu robię swoje, uczę się, nie oglądając się już zupełnie na to co tworzą inni.


Ziechęcenie odsunęłam na bok i działam dalej. Zdecydowanie nic nie przychodzi od razu, dlatego nie poddaję się i powtarzam sobie, że efekty są współmierne do włożonego wysiłku.

Potrafisz odnieść punkty „mogłam to zrobić lepiej” to rozwijania swojej pasji? Jak Ty sobie radzisz z tymi punktami?